E-afera: Największa korupcja III RP

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

3 grudnia 2013, Tygodnik Powszechny

Przetargi informatyczne to dziedzina, w której skupiło się wyjątkowo dużo patologii. Potrzebne są zmiany: i w prawie, i w urzędniczych głowach.

„Największa afera korupcyjna III RP” – to określenie używane w stosunku do ostatnich nieprawidłowości w przetargach informatycznych nie jest przesadą. Problem wykracza zresztą poza ujawnioną w ostatnim czasie aferę. I nie chodzi tylko o najprostszą korupcję w postaci korzyści majątkowych za pozytywne załatwienie jakiejś sprawy lub wybór tego czy innego oferenta w przetargu. Przy okazji informatyzacji państwa mamy do czynienia i z wyrzucaniem w błoto milionów publicznych pieniędzy bez jakiejkolwiek kontroli, i z niejasnym prawem, pozwalającym na uznaniowość przy podejmowaniu decyzji, i z niechęcią instytucji państwa do przejrzystego funkcjonowania.

– Przetargi informatyczne rządzą się swoimi prawami i obrosły w wyjątkowo dużo patologii – mówi osoba zajmująca się rynkiem informatycznym. – Najważniejszy to niemożność precyzyjnego oszacowania kosztów zamówień. To powoduje, że są one na ogół wielokrotnie zawyżane, zwłaszcza iż często płaci się za to z dotacji unijnych – dodaje.

Skutki więc są takie, jak w jednym z województw, gdzie przy okazji kompleksowej informatyzacji urzędów gminnych wykorzystano najdroższe oprogramowanie. Na razie koszty zostały pokryte w ramach jednorazowego kontraktu, ale wkrótce za serwis i licencje oprogramowania gminy będą musiały płacić z własnej kieszeni.

Gdzie leży problem? Na tym rynku działa niewielka liczba firm, które tworzą „kartel”. Eliminują wszystkich, którzy proponują niższe ceny, i dzielą się zyskami: gdy jedna wygra przetarg, bierze inne na podwykonawców lub doradców.

Problemem jest też niedoskonała ustawa o zamówieniach publicznych. Praktycznie narzuca ona stosowanie jako podstawowego kryterium ceny zamówienia, które po pierwsze nie zawsze jest najwłaściwsze, a po drugie stosunkowo łatwo je ominąć, np. w  przypadkach, gdy tak jak w informatyce działa wspominany „kartel” firm, zawyżający ceny.

Zmiany w prawie od lat się nie udają, bo mający na to wpływ politycy, podobnie jak decydujący o przetargach urzędnicy, są często zainteresowani, by przepisy były jak najbardziej mętne. Sytuacja może się zmienić na lepsze wyłącznie wtedy, gdy ostatnia afera korupcyjna wokół przetargów informatycznych będzie użyta nie tylko jako pałka na przeciwników politycznych.

– Choć naprawa mechanizmów państwowych udaje się niezwykle rzadko, bo potrzeba do tego szerokiego porozumienia politycznego, czasem wielki polityczny wstrząs to ułatwia – pisze w „Tygodniku Powszechnym” Piotr Śmiłowicz. – W przeszłości bywało tak kilkakrotnie – np. w latach 90. afera Oleksego ułatwiła uporanie się z problemem lustracji, a kilka lat temu afera hazardowa doprowadziła do pewnego uporządkowania rynku gier losowych (inna sprawa, że bardzo kontrowersyjnego). Miejmy zatem nadzieję, że niedawny wstrząs w dziedzinie informatyzacji będzie miał również pozytywne skutki. Szanse są, bo wiele wskazuje na to, że afera będzie zataczać coraz szersze kręgi.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Dodatkowe informacje